Powołując się na dane opublikowane przez Paula Allena widać, że Google+ rośnie coraz dynamiczniej. To z pewność efekt wielu czynników, zarówno pozytywnego buzzu, ocen użytkowników ale także samej funkcjonalności Google+. Coraz większa liczba userów buduje kulę śnieżną, która zgarnia inne osoby będą w relacjach z tymi pierwszymi, a to powoduje, że medium społecznościowe Googla staje się coraz lepszą alternatywą dla Facebooka. Do tej pory wielu po założeniu profilu na G+ rezygnowało z jego odwiedzania, bo nie było w tym medium zbyt wielu znajomych. Bez sensu wydawało się duplikowanie aktywności w Facebooku i G+. Teraz to się zaczyna zmieniać i widać, że wielu entuzjastów social media wybiera Google+.
Poniżej dane dotyczące rozwoju liczby unikalnych użytkowników G+:
13 lipiec - 10 milionów
1 sierpień - 20,5 mln
1 wrzesień - 24,7 mln
1 październik - 38 mln
1 listopad - 43 mln
1 grudzień - 50 mln
27 grudzień - 62 mln
1 stycznia 2012 - 65.8 mln (symulacja).
Prognozy na 2012 rok są bardzo optymistyczne i zakładają, że do końca przyszłego roku Google+ zdobędzie 400 mln użytkowników.
Jak widać tylko w grudniu G+ spodziewa się blisko 16 mln nowych użytkowników, którzy będą stanowić 24% całej społeczności tej platformy.
Jestem przekonany, że Facebook zyskał mocnego konkurenta.
Showing posts with label analizy. Show all posts
Showing posts with label analizy. Show all posts
Thursday, December 29, 2011
Tuesday, October 4, 2011
Nie wierzą... reklamom, poszukują rekomendacji w Internecie
Aż 60 proc. nastolatków nie ufa reklamom telewizyjnym. Za to większość z nich wierzy opiniom, które pojawiają się w internecie.
Tylko 37 proc. ludzi między 16. a 18. rokiem życia gotowych jest kupować towary promowane w którejś z telewizji. To o 7 proc. mniej niż w 2009 roku – wynika z sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą ARC Rynek Opinia w 2010 roku. Większość nastolatków uważa bowiem, że reklamy telewizyjne są głupie, infantylne i wprowadzają ludzi w błąd. Znacznie bardziej ufają informacjom o produktach, które można znaleźć w popularnych portalach społecznościowych, na forach internetowych oraz blogach.
Trend ten wykorzystują firmy, które coraz więcej pieniędzy przeznaczają na reklamę online. Tylko w pierwszym półroczu 2010 r. wydały na promocję w sieci ponad 60 mln zł, czyli o 18 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Lepsza od nas była tylko Hiszpania, gdzie – jak wynika z opublikowanego w 2010 roku raportu międzynarodowej firmy IAB Europe i PricewaterhouseCoopers, wydatki na promocje internetowe wzrosły o 20 proc.
Najwięcej skłonne są inwestować w reklamę online branże: motoryzacyjna, kosmetyczna, telekomunikacyjna oraz spożywcza. Firmy nie ograniczają się jednak tylko do tradycyjnej reklamy graficznej, czyli pojawiających się po otwarciu strony nielubianych okienek z informacjami o produktach. Uciekają się do metod alternatywnych, czyli tzw. reklamy szeptanej i marketingu rekomendowanego, które na pierwszy rzut oka wcale na reklamę nie wyglądają. I to właśnie te metody – jak wynika z badań – przynoszą najlepsze efekty.
Przekonała się już o tym firma Lorenz, właściciel takich marek, jak Crunchips, Lajkonik czy Naturals. Kilka miesięcy temu rozpoczęła kampanię promocyjną swojego nowego produktu, czyli orzeszków Nic Nacs.
Koncern rozdał po prostu kilka tysięcy opakowań młodym klientom: każdy dostał 6 paczek dla siebie i 30, które miał rozdać znajomym. Następnie wszyscy mieli przedstawić swoje opinie o przekąsce na najbardziej popularnych portalach, takich jak Facebook, Epuls, Nasza-Klasa czy Grono. Okazało się, że w kilka miesięcy Nic Nacs stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych produktów koncernu.
Podobna strategię przyjął Philips, który w 2010 roku rozpoczął kampanię swojego nowego żelazka. Kilkadziesiąt sztuk rozesłał do kobiet, które zadeklarowały, że wypróbują nowość, a potem zaproszą znajome na wspólne prasowanie i nakręcą z pokazu filmik wideo. Filmiki będą prezentowane w internecie, a autorki najciekawszych i najchętniej oglądanych będą mogły zatrzymać żelazko na własność.
Inną coraz bardziej popularną formą promowania towaru i marki są blogi.
Koncerny gotowe są płacić nawet po kilka tysięcy złotych osobom piszącym swoje dzienniki w sieci. Pod warunkiem rzecz jasna, że napomkną o produkowanych przez nie towarach.
Niektóre firmy same zakładają blogi, czyli tzw. flogi. Np. Sony przez kilka miesięcy prowadził bloga, na którym dwóch nastolatków opisywało, jak przekonują swoich rodziców, żeby w prezencie gwiazdkowym kupili im najnowszą konsolę do gier internetowych. Nota bene akcja skończyła się kompromitacją ponieważ początkowo była prowadzona anonimowo pod tytułem "all I want for xmas is a PSP". Amerykańscy internauci jednak szybko zorientowali się, że to zakamuflowane działania agencji Edelman, która działał na zlecenia Sony. W 2006 roku za te działania Sony otrzymało od amerykańskich blogerów "nagrodę": "Best" Fake Blog (tzw. Złotą Kupę).
Trudno oszacować, ile polskie przedsiębiorstwa wydają na tzw. alternatywne formy reklamy internetowej. Na pewno daleko nam jeszcze do Stanów Zjednoczonych, gdzie nakłady na marketing szeptany sięgają 2 mld dol. i – jak przewidują eksperci – w 2013 roku przekroczą 3 mld dol.
Żródło: Dziennik Gazeta Prawna, 15-11-2010, "Młodzież nie wierzy reklamom w telewizji"
Tylko 37 proc. ludzi między 16. a 18. rokiem życia gotowych jest kupować towary promowane w którejś z telewizji. To o 7 proc. mniej niż w 2009 roku – wynika z sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą ARC Rynek Opinia w 2010 roku. Większość nastolatków uważa bowiem, że reklamy telewizyjne są głupie, infantylne i wprowadzają ludzi w błąd. Znacznie bardziej ufają informacjom o produktach, które można znaleźć w popularnych portalach społecznościowych, na forach internetowych oraz blogach.
Trend ten wykorzystują firmy, które coraz więcej pieniędzy przeznaczają na reklamę online. Tylko w pierwszym półroczu 2010 r. wydały na promocję w sieci ponad 60 mln zł, czyli o 18 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Lepsza od nas była tylko Hiszpania, gdzie – jak wynika z opublikowanego w 2010 roku raportu międzynarodowej firmy IAB Europe i PricewaterhouseCoopers, wydatki na promocje internetowe wzrosły o 20 proc.
Najwięcej skłonne są inwestować w reklamę online branże: motoryzacyjna, kosmetyczna, telekomunikacyjna oraz spożywcza. Firmy nie ograniczają się jednak tylko do tradycyjnej reklamy graficznej, czyli pojawiających się po otwarciu strony nielubianych okienek z informacjami o produktach. Uciekają się do metod alternatywnych, czyli tzw. reklamy szeptanej i marketingu rekomendowanego, które na pierwszy rzut oka wcale na reklamę nie wyglądają. I to właśnie te metody – jak wynika z badań – przynoszą najlepsze efekty.
Przekonała się już o tym firma Lorenz, właściciel takich marek, jak Crunchips, Lajkonik czy Naturals. Kilka miesięcy temu rozpoczęła kampanię promocyjną swojego nowego produktu, czyli orzeszków Nic Nacs.
Koncern rozdał po prostu kilka tysięcy opakowań młodym klientom: każdy dostał 6 paczek dla siebie i 30, które miał rozdać znajomym. Następnie wszyscy mieli przedstawić swoje opinie o przekąsce na najbardziej popularnych portalach, takich jak Facebook, Epuls, Nasza-Klasa czy Grono. Okazało się, że w kilka miesięcy Nic Nacs stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych produktów koncernu.
Podobna strategię przyjął Philips, który w 2010 roku rozpoczął kampanię swojego nowego żelazka. Kilkadziesiąt sztuk rozesłał do kobiet, które zadeklarowały, że wypróbują nowość, a potem zaproszą znajome na wspólne prasowanie i nakręcą z pokazu filmik wideo. Filmiki będą prezentowane w internecie, a autorki najciekawszych i najchętniej oglądanych będą mogły zatrzymać żelazko na własność.
Inną coraz bardziej popularną formą promowania towaru i marki są blogi.
Koncerny gotowe są płacić nawet po kilka tysięcy złotych osobom piszącym swoje dzienniki w sieci. Pod warunkiem rzecz jasna, że napomkną o produkowanych przez nie towarach.
Niektóre firmy same zakładają blogi, czyli tzw. flogi. Np. Sony przez kilka miesięcy prowadził bloga, na którym dwóch nastolatków opisywało, jak przekonują swoich rodziców, żeby w prezencie gwiazdkowym kupili im najnowszą konsolę do gier internetowych. Nota bene akcja skończyła się kompromitacją ponieważ początkowo była prowadzona anonimowo pod tytułem "all I want for xmas is a PSP". Amerykańscy internauci jednak szybko zorientowali się, że to zakamuflowane działania agencji Edelman, która działał na zlecenia Sony. W 2006 roku za te działania Sony otrzymało od amerykańskich blogerów "nagrodę": "Best" Fake Blog (tzw. Złotą Kupę).
Trudno oszacować, ile polskie przedsiębiorstwa wydają na tzw. alternatywne formy reklamy internetowej. Na pewno daleko nam jeszcze do Stanów Zjednoczonych, gdzie nakłady na marketing szeptany sięgają 2 mld dol. i – jak przewidują eksperci – w 2013 roku przekroczą 3 mld dol.
Żródło: Dziennik Gazeta Prawna, 15-11-2010, "Młodzież nie wierzy reklamom w telewizji"
Monday, October 3, 2011
PRasa działa!
Czwarta edycja badania Top Marka – wspólnej inicjatywy Miesięcznika Press i agencji informacyjnej PRESS-SERVICE Monitoring Mediów pozwala na dokonanie pewnej konstatacji nie tylko na temat wizerunku najlepszych medialnie firm, ale także ogólnej kondycji prasy w Polsce. Choć od kilku lat nie brakuje osób wieszczących śmierć „papierowej” formy komunikacji oraz malejącej opiniotwórczości tradycyjnych mediów, to wyniki naszej analizy wskazują na całkiem odmienne wnioski. Z pewnością medium prasowe stanowi nadal podstawowy nośnik informacji i reklamy, wykorzystywany przez większość firm i bezapelacyjnie wpływający na kreowanie ich wizerunku - zależność taką obserwujemy w każdej z dwunastu badanych w tegorocznej analizie branż. Wynik ten jest oczywiście wypadkową profesjonalnych działań public relations podejmowanych przez poddane badaniu podmioty i umiejętności zainteresowania dziennikarzy określonym tematami a także samego zaangażowania mediów prasowych w obserwację poszczególnych branż i ich otoczenia.
Śmiało można powiedzieć, że prasa ma się dobrze. W tym roku dzięki temu, że nadal dziennikarze tradycyjnych mediów z niesłabnącym zaangażowaniem opisywali otaczającą nas rzeczywistość, dokumentaliści i badacze z agencji PRESS-SERVICE musieli przeanalizować blisko 300 000 materiałów. Gazety i czasopisma wciąż należą do kluczowych mediów, które nie tylko informują, ale z ogromną siłą tworzą, utrwalają lub niszczą wizerunek osób, firm a nawet branż. W tym kontekście lansowane przez wydawców prasy hasło: „PRASA DZIAŁA!” wydaje się być prawdziwe.
Śmiało można powiedzieć, że prasa ma się dobrze. W tym roku dzięki temu, że nadal dziennikarze tradycyjnych mediów z niesłabnącym zaangażowaniem opisywali otaczającą nas rzeczywistość, dokumentaliści i badacze z agencji PRESS-SERVICE musieli przeanalizować blisko 300 000 materiałów. Gazety i czasopisma wciąż należą do kluczowych mediów, które nie tylko informują, ale z ogromną siłą tworzą, utrwalają lub niszczą wizerunek osób, firm a nawet branż. W tym kontekście lansowane przez wydawców prasy hasło: „PRASA DZIAŁA!” wydaje się być prawdziwe.
Tuesday, September 13, 2011
Monitoring mediów a obrazowanie sentymetów
Polecam materiał z dzisiejszej Rzeczpospolitej, szczególnie w kontekście tego co robi PRESS-SERVICE Monitoring Mediów w aspekcie badań i analiz medialnych http://www.rp.pl/artykul/716229.html.
W wypadku, który opisywanych jest Rzepie, komputer dostarcza informacje o nastrojach społecznych w poszczególnych krajach.
Dokładnie przyglądając się wykresowi światowego nastroju (patrz tu), to można zauważyć, że w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku było nam z każdym rokiem lepiej, bardziej optymistycznie, a załamanie nastrojów przyszło wraz z nowym millennium.
Zadaniem naszych analityków i badaczy jest przekazanie wniosków budowanych na analizach informacji, danych medialnych pojawiających się w prasie, internecie, radiu i telewizji na temat poszczególnych organizacji (w tym również partii politycznych), przedsiębiorstw czy całych branż. Bardzo często zauważalna jest silna korelacja pomiędzy wizerunkiem medialnym badanych podmiotów a ich rzeczywistą sytuacją. Takie zaawansowane badania są jednym z przejawów realizowanej przez nas filozofii i strategii opartej na Media Intelligance.
W wypadku, który opisywanych jest Rzepie, komputer dostarcza informacje o nastrojach społecznych w poszczególnych krajach.
Dokładnie przyglądając się wykresowi światowego nastroju (patrz tu), to można zauważyć, że w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku było nam z każdym rokiem lepiej, bardziej optymistycznie, a załamanie nastrojów przyszło wraz z nowym millennium.
Zadaniem naszych analityków i badaczy jest przekazanie wniosków budowanych na analizach informacji, danych medialnych pojawiających się w prasie, internecie, radiu i telewizji na temat poszczególnych organizacji (w tym również partii politycznych), przedsiębiorstw czy całych branż. Bardzo często zauważalna jest silna korelacja pomiędzy wizerunkiem medialnym badanych podmiotów a ich rzeczywistą sytuacją. Takie zaawansowane badania są jednym z przejawów realizowanej przez nas filozofii i strategii opartej na Media Intelligance.
Tuesday, December 16, 2008
Media Intelligence w praktyce
300 000 publikacji to suma materiałów, które znalazłyby się w dwudziestu tysiącach wydań miesięcznika PRESS. To bardzo dużo, prawda?!. Właśnie taką liczbę materiałów prasowych przeanalizował zespół PRESS-SERVICE Monitoring Mediów sp. z o. o., przygotowując tegoroczny raport „TOP MARKA”.
Jesteśmy społeczeństwem informacyjnym. Żyjemy w rzeczywistości, w której tworzeniu ogromny udział mają media. I nie tylko, jako komentatorzy i obserwatorzy tego, co się dzieje w otoczeniu, ale również kreatorzy naszych gustów i przekonań. Co ważne, media, choć starają się nas do tego przekonać, wcale nie są przezroczyste. Tylko sama forma, jaką przybierają przekazy medialne, staje się dodatkową informacją, a przecież z publikacji często płynie dodatkowo wiele emocji. Medium is a message, jak stwierdził niegdyś Marshall McLuhan. Środki masowego przekazu mają olbrzymią władzę nad wydarzeniami, których jesteśmy świadkami. Mogą one zniszczyć markę, wstrząsnąć giełdą, wywołać powszechną panikę a nawet wojnę. Tym bardziej okiełznanie i uporządkowanie oceanu terabajtów informacji, które każdego dnia przelewają się przez łącza, jest dziś jednym z priorytetów każdego menedżera i to nie tylko od marketingu czy public relations.
Ale jak mając do czynienia z tysiącami źródeł informacji poznać ten przekaz płynący z mediów? Odpowiedzią jest monitoring mediów oraz raporty medialne - narzędzia od dłuższego czasu znane specjalistom od wizerunku, a teraz popularyzujące się również wśród menedżerów innych dziedzin. Wnioski z takich badań służą nie tylko w tworzeniu efektywnych działań PR-owych (a konkretniej media relations), ale również są niezastąpione w badaniach rynkowych, marketingowym przeglądzie otoczenia i konkurencji, wsparciu w decyzjach zarządczych. Są nieocenione w okolicznościach kryzysu medialnego, kiedy sytuacja wymaga stałego nadzoru, gdy liczy się każda minuta pomiędzy emisją informacji a reakcją przedsiębiorstwa.
Dokonanie szczegółowego przeglądu dziesięciu sektorów rynku jest zadaniem nie tyle pracochłonnym, ile bardzo specyficznym. Analiza wybranych branż na przestrzeni ostatniego roku objęła ponad 300 tysięcy materiałów zawartych w blisko tysiącu tytułów prasowych. Dlatego też obraz wyłaniający się z tego bogactwa, z racji ograniczonej przestrzeni redakcyjnej, jest z konieczności obrazem uogólnionym. Składa się nań olbrzymia liczba tematów, niekiedy kluczowych dla wizerunku spółek, dla perspektyw, czy kierunków, w jakich podąża rynek. Z „wysokości” przedstawionego raportu, która pozwala objąć ostatni rok każdej z branż, być może nie widać każdego elementu medialnej układanki, ale nie oznacza to jednak, że nie uwzględniliśmy w prowadzonym badaniu detali. Każdy z materiałów podlegał szczegółowej analizie, a jego wpływ na całość przekazu został wzięty pod uwagę. Zatem opracowanie, jakie oddajemy do rąk czytelników magazyny PRESS, jest rezultatem bardzo pogłębionych analiz i wyjątkowego szerokiego badania. Jedyne, czego żałuję w tym momencie, to tego, że mając tak ogromną wiedzę zdobytą w trakcie badania, nie możemy się nią podzielić w tym opracowaniu. Niestety, można by było przedstawić to tylko w bardziej szczegółowych analizach poświęconych konkretnym podmiotom czy tematom, grupom potencjalnych odbiorców, w dogłębnym zrelacjonowaniu oblicza medialnych kryzysów, poszczególnych źródeł informacji czy publikacji konkretnych autorów.
W czasach, gdy użytkownicy mediów deklarują, że informacje znajdowane na ich łamach podpowiadają im w decyzjach zakupowych, kształtują ich gusta wyborcze czy wywołują zainteresowanie nowymi dziedzinami, badanie wizerunku prasowego wydaje się nie tylko oczywistością, ale i koniecznością. Mam nadzieję, że w tym kontekście wspólne przedsięwzięcie Redakcji miesięcznika Press i zespołu PRESS-SERVICE stanie się dla Czytelników źródłem wielu ciekawych informacji i wniosków, a także inspiracją do zagłębienia się w niezwykły świat Media Intelligence.
Zapraszam do lektury grudniowego miesięcznika PRESS.
Jesteśmy społeczeństwem informacyjnym. Żyjemy w rzeczywistości, w której tworzeniu ogromny udział mają media. I nie tylko, jako komentatorzy i obserwatorzy tego, co się dzieje w otoczeniu, ale również kreatorzy naszych gustów i przekonań. Co ważne, media, choć starają się nas do tego przekonać, wcale nie są przezroczyste. Tylko sama forma, jaką przybierają przekazy medialne, staje się dodatkową informacją, a przecież z publikacji często płynie dodatkowo wiele emocji. Medium is a message, jak stwierdził niegdyś Marshall McLuhan. Środki masowego przekazu mają olbrzymią władzę nad wydarzeniami, których jesteśmy świadkami. Mogą one zniszczyć markę, wstrząsnąć giełdą, wywołać powszechną panikę a nawet wojnę. Tym bardziej okiełznanie i uporządkowanie oceanu terabajtów informacji, które każdego dnia przelewają się przez łącza, jest dziś jednym z priorytetów każdego menedżera i to nie tylko od marketingu czy public relations.
Ale jak mając do czynienia z tysiącami źródeł informacji poznać ten przekaz płynący z mediów? Odpowiedzią jest monitoring mediów oraz raporty medialne - narzędzia od dłuższego czasu znane specjalistom od wizerunku, a teraz popularyzujące się również wśród menedżerów innych dziedzin. Wnioski z takich badań służą nie tylko w tworzeniu efektywnych działań PR-owych (a konkretniej media relations), ale również są niezastąpione w badaniach rynkowych, marketingowym przeglądzie otoczenia i konkurencji, wsparciu w decyzjach zarządczych. Są nieocenione w okolicznościach kryzysu medialnego, kiedy sytuacja wymaga stałego nadzoru, gdy liczy się każda minuta pomiędzy emisją informacji a reakcją przedsiębiorstwa.
Dokonanie szczegółowego przeglądu dziesięciu sektorów rynku jest zadaniem nie tyle pracochłonnym, ile bardzo specyficznym. Analiza wybranych branż na przestrzeni ostatniego roku objęła ponad 300 tysięcy materiałów zawartych w blisko tysiącu tytułów prasowych. Dlatego też obraz wyłaniający się z tego bogactwa, z racji ograniczonej przestrzeni redakcyjnej, jest z konieczności obrazem uogólnionym. Składa się nań olbrzymia liczba tematów, niekiedy kluczowych dla wizerunku spółek, dla perspektyw, czy kierunków, w jakich podąża rynek. Z „wysokości” przedstawionego raportu, która pozwala objąć ostatni rok każdej z branż, być może nie widać każdego elementu medialnej układanki, ale nie oznacza to jednak, że nie uwzględniliśmy w prowadzonym badaniu detali. Każdy z materiałów podlegał szczegółowej analizie, a jego wpływ na całość przekazu został wzięty pod uwagę. Zatem opracowanie, jakie oddajemy do rąk czytelników magazyny PRESS, jest rezultatem bardzo pogłębionych analiz i wyjątkowego szerokiego badania. Jedyne, czego żałuję w tym momencie, to tego, że mając tak ogromną wiedzę zdobytą w trakcie badania, nie możemy się nią podzielić w tym opracowaniu. Niestety, można by było przedstawić to tylko w bardziej szczegółowych analizach poświęconych konkretnym podmiotom czy tematom, grupom potencjalnych odbiorców, w dogłębnym zrelacjonowaniu oblicza medialnych kryzysów, poszczególnych źródeł informacji czy publikacji konkretnych autorów.
W czasach, gdy użytkownicy mediów deklarują, że informacje znajdowane na ich łamach podpowiadają im w decyzjach zakupowych, kształtują ich gusta wyborcze czy wywołują zainteresowanie nowymi dziedzinami, badanie wizerunku prasowego wydaje się nie tylko oczywistością, ale i koniecznością. Mam nadzieję, że w tym kontekście wspólne przedsięwzięcie Redakcji miesięcznika Press i zespołu PRESS-SERVICE stanie się dla Czytelników źródłem wielu ciekawych informacji i wniosków, a także inspiracją do zagłębienia się w niezwykły świat Media Intelligence.
Zapraszam do lektury grudniowego miesięcznika PRESS.
Wednesday, September 17, 2008
Antytrendy z okładek
Amerykańscy inwestorzy żartują sobie z masowych mediów. Wg nich są one świetnym antywskaźnikiem zachowań rynków finansowych. Podobno jest powiedzenie, że "jeśli Bóg chce kogoś zniszczyć, wrzuci go na okładkę BusinessWeek'a". Nawet początkujący inwestorzy wiedzą, że giełda wycenia przyszłość, a fakty z przeszłości są już uwzględnione w bieżących kursach akcji. Prawdziwy biznes nie lubi rozgłosu i medialnego szumu.
Te informacje z rynku inwestorskiego tylko na pozór nie mają wiele wspólnego z media intelligence - moją wizją branży monitoringu mediów. Zakładam, że w mediach są wszelkie informacje jakie potrzebuje biznes (ale nie tylko) do efektywniejszego działania. Analiza tych informacji, pogłębione badanie faktów medialnych, śledzenie trendów daje wartościową wiedzę nie tylko dla specjalistów od public relations, ale także osób z marketingu, badań rynkowych czy zarządu. Szczególnie Ci ostatni potrzebują informacje nawet o najmniejszych, najcichszych sygnałach z otoczenia biznesowego.
Kupuj plotki, sprzedawaj fakty - to dewiza doświadczonych inwestorów i zaawansowanych graczy. Dzięki niej mogą wyprzedzać działania mas szukających szczęścia na giełdzie, ale także dzięki niej podtrzymywać ich zainteresowanie. Teoria efektywnego rynku sugeruje, że zanim jakiś podmiot odnoszący spektakularne sukcesy stanie się na tyle znany, aby trafić na pierwsze strony gazet czy czasopism, inwestorzy zdążą zdyskontować prasowe rewelacje. Niestety, niewielu kieruje się jej wytycznymi. Jak można zauważyć te prawidłowości? Bardzo często, gdy wiadomości o znakomitych wynikach, super fuzji czy wielkim kontrakcie trafią na giełdę, akcje danej spółki będą raczej tanieć (lub pozostawać na dotychczasowym poziomie), natomiast jasne stanie się, czym były spowodowane wzrosty jej walorów na wcześniejszych sesjach.
Przeczytałem ostatnio o badaniu, jakie przeprowadzili profesorowie na amerykańskim Uniwersytecie w Richmond. Prześledzili oni okładki inwestycyjnych magazynów Forbes, Fortune oraz BusinessWeek. Tym bardziej było to dla mnie ciekawe, ponieważ dokonali oni analizy podobnej do takich, jakie wykonujemy w PRESS-SERVICE Monitoring Mediów dla naszych klientów. Naukowcy badali na przestrzeni 20 lat przekazy z okładek pism pod kątem zależności kursów akcji spółek od przedstawienia ich zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym świetle.
Pierwszy wniosek jaki wyciągnęli jest taki, że zdecydowanie przeważały optymistyczne nagłówki. Podobnie zresztą jak w świecie inwestycji maklerzy wydają więcej rekomendacji "kupuj" niż "sprzedaj". Drugi wniosek, to taki, że pozytywnie pisano o spółkach, których akcje w ostatnim czasie mocno drożały, średnio o 42% lepiej niż indeks szerokiego rynku (tamtejszy WIG). W negatywnym świetle przedstawiano te podmioty, których walory nie cieszyły się wzięciem wśród inwestorów, średnio wypadały o ok. 37% gorzej niż rynek. Trzeci wniosek zaś dotyczy potwierdzenia, że masowe media są antywskaźnikiem inwestycyjnym. Patrząc na przyszłość po publikacjach takich pozytywnych informacji o danych spółkach, rok po wydaniu tych pism, akcje tych firm były warte średnio o 4,2% mniej niż indeks szerokiego rynku, natomiast walory wcześniej krytykowanych podmiotów pokonywały benchmark przeciętnie o 12,4%!

Powyższe badanie dowodzi, że inwestorzy mogli bardzo dobrze zarobić podejmując odwrotne decyzje do sugerowanych przez renomowane magazyny.
W żadnym jednak wypadku nie oznacza to, że dziennikarze tych pism byli niekompetentni i nie wymyślali tych nagłówków z okładek, tylko po to, żeby czytelnicy mogli na ich podstawie dobrze (lub o zgrozo, źle) zainwestować. Oczywiście przyczyna jest trywialna, i odnosi się do prawdy, że głównym celem, w każdym biznesie (w wydawniczym także) jest jak najwyższa sprzedaż. Wiadomo, że najlepiej sprzedają są tematy, które są aktualnie "hot", "trendy" czy "jazzy", a gdy takie określenie przylgnie do jakieś spółki czy wydarzenia rynkowego, istnieją duże prawdopodobieństwo, że trend został już zaakceptowany przez większość inwestorów.
źródła: http://www.summit-advisors.com/summit-financial-advisors/2008/2/10/magazine-cover-indicator.html,
PRIVATE BANKING "Anty rekomendacje" - autor: Łukasz Wróbel - analityk
Te informacje z rynku inwestorskiego tylko na pozór nie mają wiele wspólnego z media intelligence - moją wizją branży monitoringu mediów. Zakładam, że w mediach są wszelkie informacje jakie potrzebuje biznes (ale nie tylko) do efektywniejszego działania. Analiza tych informacji, pogłębione badanie faktów medialnych, śledzenie trendów daje wartościową wiedzę nie tylko dla specjalistów od public relations, ale także osób z marketingu, badań rynkowych czy zarządu. Szczególnie Ci ostatni potrzebują informacje nawet o najmniejszych, najcichszych sygnałach z otoczenia biznesowego.
Kupuj plotki, sprzedawaj fakty - to dewiza doświadczonych inwestorów i zaawansowanych graczy. Dzięki niej mogą wyprzedzać działania mas szukających szczęścia na giełdzie, ale także dzięki niej podtrzymywać ich zainteresowanie. Teoria efektywnego rynku sugeruje, że zanim jakiś podmiot odnoszący spektakularne sukcesy stanie się na tyle znany, aby trafić na pierwsze strony gazet czy czasopism, inwestorzy zdążą zdyskontować prasowe rewelacje. Niestety, niewielu kieruje się jej wytycznymi. Jak można zauważyć te prawidłowości? Bardzo często, gdy wiadomości o znakomitych wynikach, super fuzji czy wielkim kontrakcie trafią na giełdę, akcje danej spółki będą raczej tanieć (lub pozostawać na dotychczasowym poziomie), natomiast jasne stanie się, czym były spowodowane wzrosty jej walorów na wcześniejszych sesjach.
Przeczytałem ostatnio o badaniu, jakie przeprowadzili profesorowie na amerykańskim Uniwersytecie w Richmond. Prześledzili oni okładki inwestycyjnych magazynów Forbes, Fortune oraz BusinessWeek. Tym bardziej było to dla mnie ciekawe, ponieważ dokonali oni analizy podobnej do takich, jakie wykonujemy w PRESS-SERVICE Monitoring Mediów dla naszych klientów. Naukowcy badali na przestrzeni 20 lat przekazy z okładek pism pod kątem zależności kursów akcji spółek od przedstawienia ich zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym świetle.
Pierwszy wniosek jaki wyciągnęli jest taki, że zdecydowanie przeważały optymistyczne nagłówki. Podobnie zresztą jak w świecie inwestycji maklerzy wydają więcej rekomendacji "kupuj" niż "sprzedaj". Drugi wniosek, to taki, że pozytywnie pisano o spółkach, których akcje w ostatnim czasie mocno drożały, średnio o 42% lepiej niż indeks szerokiego rynku (tamtejszy WIG). W negatywnym świetle przedstawiano te podmioty, których walory nie cieszyły się wzięciem wśród inwestorów, średnio wypadały o ok. 37% gorzej niż rynek. Trzeci wniosek zaś dotyczy potwierdzenia, że masowe media są antywskaźnikiem inwestycyjnym. Patrząc na przyszłość po publikacjach takich pozytywnych informacji o danych spółkach, rok po wydaniu tych pism, akcje tych firm były warte średnio o 4,2% mniej niż indeks szerokiego rynku, natomiast walory wcześniej krytykowanych podmiotów pokonywały benchmark przeciętnie o 12,4%!

Powyższe badanie dowodzi, że inwestorzy mogli bardzo dobrze zarobić podejmując odwrotne decyzje do sugerowanych przez renomowane magazyny.
W żadnym jednak wypadku nie oznacza to, że dziennikarze tych pism byli niekompetentni i nie wymyślali tych nagłówków z okładek, tylko po to, żeby czytelnicy mogli na ich podstawie dobrze (lub o zgrozo, źle) zainwestować. Oczywiście przyczyna jest trywialna, i odnosi się do prawdy, że głównym celem, w każdym biznesie (w wydawniczym także) jest jak najwyższa sprzedaż. Wiadomo, że najlepiej sprzedają są tematy, które są aktualnie "hot", "trendy" czy "jazzy", a gdy takie określenie przylgnie do jakieś spółki czy wydarzenia rynkowego, istnieją duże prawdopodobieństwo, że trend został już zaakceptowany przez większość inwestorów.
źródła: http://www.summit-advisors.com/summit-financial-advisors/2008/2/10/magazine-cover-indicator.html,
PRIVATE BANKING "Anty rekomendacje" - autor: Łukasz Wróbel - analityk
Subscribe to:
Posts (Atom)
