Showing posts with label media. Show all posts
Showing posts with label media. Show all posts

Thursday, November 8, 2012

Siła informacji


Po raz piaty na łamach październikowego wydania miesięcznika "Press" prezentujemy wyniki badania Top Marka. To wspólny projekt magazynu „Press” i zespołu agencji informacyjnej Press-Service Monitoring Mediów. Kolejny raz przeanalizowaliśmy blisko 300 tys. materiałów z tysiąca tytułów prasowych. Tak ogromna liczba publikacji o różnych markach z 12 najczęściej opisywanych branż dowodzi, że mimo stale rosnącego potencjału Internetu, a zwłaszcza mediów społecznościowych, prasa jest wciąż niezmiernie ważnym źródłem informacji i barometrem wizerunku brandów.

Budowanie wizerunku nigdy się nie kończy i wymaga ciągłej czujności. Począwszy od pierwszej edycji badania stawiamy sobie za cel nie tylko zidentyfikowanie najczęściej przywoływanych w prasie marek, ale również odpowiedź na pytania, co było podstawą kształtowania ich obrazu oraz jakie czynniki miały największy wpływ na jego zmienność. Co roku więc wyniki analizy stanowią dla firm i czytelników źródło informacji o tym, które marki i dlaczego trafiają na łamy prasy najczęściej. Niezmiennie od początku w badaniu wyłaniamy po pięć najpopularniejszych marek z dziesięciu wiodących na rynku polskim branż: motoryzacyjnej, telewizyjnej, bankowej, telekomunikacyjnej, ubezpieczeniowej, radiowej, sieci handlowych, artykułów spożywczych, producentów IT oraz telefonów komórkowych. W roku 2010 w rankingu pojawił się sektor energetyczny  i zestawienie tzw. monopolistów, a rok później - branża kosmetyczna. Absolutną top branżą jest motoryzacja, która skupia najwięcej dziennikarskiej uwagi. Tegoroczne podsumowanie wyłania Markę Marek – najlepszy brand pięciolecia.
Top Marka właśnie świętuje swój pierwszy mały jubileusz. Jest tym, czym chcieliśmy, by się stała  – narzędziem pracy specjalistów ds. komunikacji. Spełnia nasze oczekiwania - mamy nadzieję, że Państwa również. Zapraszam do lektury.

Tuesday, October 4, 2011

Nie wierzą... reklamom, poszukują rekomendacji w Internecie

Aż 60 proc. nastolatków nie ufa reklamom telewizyjnym. Za to większość z nich wierzy opiniom, które pojawiają się w internecie.
Tylko 37 proc. ludzi między 16. a 18. rokiem życia gotowych jest kupować towary promowane w którejś z telewizji. To o 7 proc. mniej niż w 2009 roku – wynika z sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą ARC Rynek Opinia w 2010 roku. Większość nastolatków uważa bowiem, że reklamy telewizyjne są głupie, infantylne i wprowadzają ludzi w błąd. Znacznie bardziej ufają informacjom o produktach, które można znaleźć w popularnych portalach społecznościowych, na forach internetowych oraz blogach.
Trend ten wykorzystują firmy, które coraz więcej pieniędzy przeznaczają na reklamę online. Tylko w pierwszym półroczu 2010 r. wydały na promocję w sieci ponad 60 mln zł, czyli o 18 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Lepsza od nas była tylko Hiszpania, gdzie – jak wynika z opublikowanego w 2010 roku raportu międzynarodowej firmy IAB Europe i PricewaterhouseCoopers, wydatki na promocje internetowe wzrosły o 20 proc.

Najwięcej skłonne są inwestować w reklamę online branże: motoryzacyjna, kosmetyczna, telekomunikacyjna oraz spożywcza. Firmy nie ograniczają się jednak tylko do tradycyjnej reklamy graficznej, czyli pojawiających się po otwarciu strony nielubianych okienek z informacjami o produktach. Uciekają się do metod alternatywnych, czyli tzw. reklamy szeptanej i marketingu rekomendowanego, które na pierwszy rzut oka wcale na reklamę nie wyglądają. I to właśnie te metody – jak wynika z badań – przynoszą najlepsze efekty.
Przekonała się już o tym firma Lorenz, właściciel takich marek, jak Crunchips, Lajkonik czy Naturals. Kilka miesięcy temu rozpoczęła kampanię promocyjną swojego nowego produktu, czyli orzeszków Nic Nacs.
Koncern rozdał po prostu kilka tysięcy opakowań młodym klientom: każdy dostał 6 paczek dla siebie i 30, które miał rozdać znajomym. Następnie wszyscy mieli przedstawić swoje opinie o przekąsce na najbardziej popularnych portalach, takich jak Facebook, Epuls, Nasza-Klasa czy Grono. Okazało się, że w kilka miesięcy Nic Nacs stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych produktów koncernu.
Podobna strategię przyjął Philips, który w 2010 roku rozpoczął kampanię swojego nowego żelazka. Kilkadziesiąt sztuk rozesłał do kobiet, które zadeklarowały, że wypróbują nowość, a potem zaproszą znajome na wspólne prasowanie i nakręcą z pokazu filmik wideo. Filmiki będą prezentowane w internecie, a autorki najciekawszych i najchętniej oglądanych będą mogły zatrzymać żelazko na własność.

Inną coraz bardziej popularną formą promowania towaru i marki są blogi.
Koncerny gotowe są płacić nawet po kilka tysięcy złotych osobom piszącym swoje dzienniki w sieci. Pod warunkiem rzecz jasna, że napomkną o produkowanych przez nie towarach.
Niektóre firmy same zakładają blogi, czyli tzw. flogi. Np. Sony przez kilka miesięcy prowadził bloga, na którym dwóch nastolatków opisywało, jak przekonują swoich rodziców, żeby w prezencie gwiazdkowym kupili im najnowszą konsolę do gier internetowych. Nota bene akcja skończyła się kompromitacją ponieważ początkowo była prowadzona anonimowo pod tytułem "all I want for xmas is a PSP". Amerykańscy internauci jednak szybko zorientowali się, że to zakamuflowane działania agencji Edelman, która działał na zlecenia Sony. W 2006 roku za te działania Sony otrzymało od amerykańskich blogerów "nagrodę": "Best" Fake Blog (tzw. Złotą Kupę).

Trudno oszacować, ile polskie przedsiębiorstwa wydają na tzw. alternatywne formy reklamy internetowej. Na pewno daleko nam jeszcze do Stanów Zjednoczonych, gdzie nakłady na marketing szeptany sięgają 2 mld dol. i – jak przewidują eksperci – w 2013 roku przekroczą 3 mld dol.

Żródło: Dziennik Gazeta Prawna, 15-11-2010, "Młodzież nie wierzy reklamom w telewizji"

Monday, September 5, 2011

Uważam Rze a inne tygodniki opinii

0,5 mln stron, 7400 tytułów, blisko 400 tygodników i 41 dzienników. Tak wygląda współczesny rynek prasowy w Polsce. Rynek dodajmy, bardzo dynamiczny szczególnie w obszarze tygodników.
Najlepiej sprzedającym się tytułem w tym segmencie jest od bardzo dawna Tele Tydzień. Średnio miesięcznie sprzedaje się w tej chwili ok. 1 mln egzemplarzy tego czasopisma. Natomiast wśród tygodników opinii Uważam Rze. Ten jeszcze świeży, konserwatywno-liberalny tygodni osiągnął już średnią sprzedaż w wysokości 131 tys. egzemplarzy. Wyprzedził o 1 tys. Politykę i zostawił dość daleko w tyle Newsweeka i Wprost (odpowiednio ze 106 i 95 tys. egzemplarzy sprzedaży). Jeszcze dalej są Gazeta Polska z 66 tysiącami i Przekrój z 32 tysiącami sprzedawanych egzemplarzy. O ile dla Gazety Polskiej taka wielkość jest dobrym wynikiem, o tyle w przypadku Przekroju myślę, że można mówić o niepowodzeniu projektu Grzegorza Hajdarowicza. Wydaje się, że odważne eksperymenty z płatną wersją elektroniczną tego tygodnika wzorowaną na amerykańskim New York Times, ale i chyba zbyt mało ekskluzywny kontentent sprawiły, że taka forma Przekroju była falstartem na polskim rynku. Jednak co ciekawe, po przejęciu Rzeczpospolitej Hajdarowicz może realizować swoje ambicje wydawnicze mając w portfelu Uważam Rze. Trudno powiedzieć jak te dwa projekty po zmianie właścicielskiej będą na siebie wpływać, ale wydaje się, że konsekwencje muszą być zauważalne już niebawem.

Friday, August 21, 2009

Poznań PR - promocja miast i regionów

Nadrabiam trochę zaległości z materiałami jakie ostatnio przygotowałem (zazwyczaj wspólnie z Marcinem Szczupakiem - za co serdecznie dziękuję).
4 sierpnia odbyło się spotkanie z cyklu Poznań PR. Tym razem dyskutowaliśmy na temat promocji miast i marketingu miejsc. W swoim wystąpieniu (prezentacja jest poniżej) mówiłem o tym, jaki wizerunek ma Poznań w mediach oraz jak wypada w porównaniu z innymi miastami. Zwróciłem uwagę na te elementy i tematy, które najbardziej interesują media w kontekście regionów. Na podstawie opublikowanych przez PRESS-SERVICE Monitoring Mediów raportów prasowych na temat Rzeszowa, Szczecina, Krakowa i Gdańska można powiedzieć, że o największych ośrodkach pisze się najczęściej w kontekście sportu i to on jest dla wielu miejsc głównym nośnikiem wizerunkowego przekazu. Zapraszam do zapoznania się z prezentacją gdzie jest mowa również o innych elementach istotnych z punktu widzenia promocji miast, ale także wykorzystania informacji, w tym przede wszystkim wyników monitoringu mediów, w bieżącej pracy osób zajmujących się budowaniem wizerunku miast, regionów, czy wszelkich innych instytucji i przedsiębiorstw.

Thursday, May 14, 2009

Którym mediom ufamy najbardziej?

Wg badań TNS niemal tak samo ufamy informacjom zamieszczonym w internecie jak w telewizji czy tym uzyskanym od znajomych.
Z badania tej firmy wynika, że w skali globalnej 42 procent respondentów ufa tzw. rekomendacjom word-of-mouth. Tzn. że najbardziej zaufanym źródłem informacji dla nas są znajomi. Na kolejnym miejscu, co generalnie nie dziwi, ze wskazaniem 41 procent, znalazły się informacje pochodzące z telewizji. Kolejne pozycje to, z 40 procentami - newsy serwisów internetowych oraz prasy - tak wskazało 39 procent respondentów.

W skali lokalnej mamy do czynienia z nieco większym zróżnicowaniem. W Kanadzie i USA już na przykłada wskazano mniejsze zaufanie do newsów w telewizji i gazetach, choć i tak wyniki były zbliżone do globalnych wskazań.

A jak wygląda sytuacja w Europie Zachodniej? W Wielkiej Brytanii najmniej ufa się prasie, natomiast Francuzi, Włosi i Hiszpanie najsłabiej ocenili telewizję. Francuzi nie mieli także najlepszego zdania o Internecie. Co kraj, to obyczaj i inne postrzeganie tych samych spraw. Np. w krajach nordyckich około połowa respondentów wyraziła swoje zaufanie do newsów w sieci. Co ciekawe Duńczycy ufają informacjom z Internetu nawet bardziej niż swoim znajomym.
Azja i kraje Pacyfiku to zbliżony poziom zaufania dla wszystkich mediów.
Na pewno ważną obserwacją z tych badań, jest fakt, że nadal najmniejszą wiarygodnością cieszą się prawie w każdym kraju prywatne blogi. Jedynie w Chinach aż 24 procent badanych stwierdziło, że ufa blogom bardziej niż darmowym gazetom i firmowym broszurom. Może to kwestia ustroju ;-)

Monday, March 30, 2009

Koniec gazety wieści sama gazeta

I jeszcze jeden post w odniesieniu do publikacji Tomasza Wróblewskiego.
To niesamowite, że w Rzeczpospolitej, bardzo renomowanym tytule, zresztą tytule, który czeka na kupca, pojawia się publikacja wieszcząca szybszy koniec tradycyjnej prasy niż nam się wydaje.
Co ciekawe nie chodzi tu tylko o kwestię, spadku czytelnictwa. Ogromnym problemem wydaje się cała kwestia utrzymania potężnej infrastruktury wydawcy i sztabu ludzi. Do tego dochodzi problem konkurencji w dostarczaniu informacji. Trzeba zwiększać aktualność i szybkość w przekazywaniu danych. Wydaje się, że przy konieczności ograniczania kosztów, spadku przychodów reklamowych jest to nie możliwe do pogodzenia...

Poniżej przedstawię, słowami analityka PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, streszczenie tej publikacji. Oczywiście zachęcam do jej lektury również w całości w weekendowej Rzepie.

Ziściło się to, co jeszcze rok temu było jedynie hipotezą. Papierowa gazeta przestaje być produktem codziennego użytku. Za pięć, a może już za trzy lata zabraknie jej w kiosku koło -ciebie, nie przeżyje kolejnej fali cięć prenumeraty w biurach. Zniknie. Zostanie kawiarnianym kaprysem, nostalgią za minioną epoką. Coś jak płyta winylowa, stoi na półce dobrze widoczna, ale w domu nie ma nawet gramofonu, żeby jej odsłuchać.„My, dziennikarze, powinniśmy być zachwyceni. Od czasów pierwszych starożytnych publikacji nigdy nie mogliśmy liczyć na taki odzew i udział czytelników. Darmowy dostęp do informacji jest olbrzymią zdobyczą cywilizacyjną. Sęk w tym, że nikt nie wie, jak i kto ma za to płacić. Na czym ma polegać ten nowy wspaniały biznes, skoro praca dziennikarza coraz częściej oddawana jest za darmo. Z czego żyją dziś gazety Głównie z cięcia kosztów. Malejące wpływy reklamowe nie są już w stanie utrzymać rozbudowanych i ambitnych struktur redakcyjnych z lat 70. i 80. Jeżeli jeszcze utrzymują się przy życiu, to tylko dzięki radykalnym redukcjom i obniżonym standardom. W Polsce nie mamy dziś jednej gazety, która nie zwalnia dziennikarzy i nie redukuje plac. Jedni pozbawiają się słabszych i mało wydajnych dziennikarzy, a inni tną do spodu. Często ryzykując, że większa epidemia grypy uniemożliwi skompletowanie gazety” – podaje Rzeczpospolita.

„Ogólnopolskie tytuły i te resztkami sił pretendujące do bycia ogólnopolskimi wykazują niezwykłą kreatywność w łataniu zdziesiątkowanych redakcji. Jak łysiejący mężczyzna zaczesujący braki, tak redakcje próbują łączyć działy, najmować stażystów, a ostatnio posiłkować się amatorami - tzw. dziennikarzami społecznymi. W miejsce krajowej publicystyki kupują od hurtowników teksty brytyjskich czy amerykańskich komentatorów. W kilku redakcjach dziennikarze zostali sprowadzeni do roli przeklepywaczy - przepisują informacje ściągnięte ze stron internetowych. Poważne wydawnictwa rezygnują z agencji prasowych i serwisów informacyjnych. Byłby to jeszcze niewielki problem, gdyby nie to, że dla swoich potrzeb podkradają serwisy ze stron internetowych konkurencji. Informacje PAP czy Reutersa zabarwiają kilkoma wypowiedziami, dla niepoznaki zmieniają kolejność akapitów i drukują” – czytamy w Rzeczpospolitej.

Źródło: Rzeczpospolita, Tomasz Wróblewski, 2009-03-28, str. A22

Ryba zawinięta w gazetę

Rynek prasowy zmienia się szybciej niż nam się wydaje. Te zmiany są tak dramatyczne, że nawet same tytuły prasowe zaczynają pisać o tej sytuacji. Co ciekawe, dzieje się to na łamach tytułu, który właśnie poszukuje kupca i inwestora jednocześnie... W Rzeczpospolitej z 28 marca można było przeczytać następującą historię:
„5 listopada 2008 roku dzwoniłem do przyjaciół w Ameryce, żeby zachowali mi egzemplarz Chicago Tribune" z nocy wyborczej prezydenta Obamy. Mam wszystkie pierwsze strony z rodzinnych miast prezydentów od wyborów Roosevelta. Teraz mam i numer z Obamą, tyle że fabrycznie foliowany z eleganckim nadrukiem wydanie pamiątkowe", nigdy nieotwarty. Wydawca wiedział, że tego egzemplarza nikt nie kupi dla newsów. Ani nawet dla poszerzonych analiz i przenikliwych komentarzy. Wszystko zostało skonsumowane, zanim jeszcze ruszyły maszyny drukarskie. Newsy wszyscy znali z telewizji, a jeżeli szukali głębszych analiz, to znaleźli je w Internecie. Komentatorzy swoje błyskotliwe puenty powtórzyli w radiu, opublikowali w blogach i pewnie zdążyli odpowiedzieć na kilka szyderczych uwag czytelników, zanim gazeta trafiła na ulicę. Tradycyjne wydanie warte jest tyle co pamiątka. Informacja w gazecie stalą się bezwartościowa”.

W tym samym materiale jest jeszcze jeden ciekawy fragment, ilustrujący dewaluację tradycyjnej gazety.
„W lutym tygodnik „Time" dał symboliczną okładkę - rybę zawiniętą w gazetę. Obrazek w zasadzie wystarcza już za odpowiedź na tytułowe pytanie: Jak ocalić gazetę ". Jak ocalić coś, czego nikt nie potrzebuje. W 2008 roku 43 proc. informacji pozyskiwaliśmy z Internetu. Jeszcze dwa lata temu to było zaledwie 24 proc. Co więcej, z roku na rok rośnie popyt na informacje. Według Pew Research Center czytamy dziś średnio trzy razy więcej newsów niż dziesięć lat temu, lecz płacimy za dostęp do informacji cztery razy mniej. Nie tylko czytamy, ale też idziemy tropem informacji. Skaczemy z linku na link z artykułu na artykuł. A potem dopisujemy swoje komentarze. Nawet najbardziej niszowe opracowania mogą dziś liczyć na masowe zainteresowanie” – czytamy w Rzeczpospolitej.

Źródło: Rzeczpospolita, Tomasz Wróblewski, 2009-03-28, str. A22

Tuesday, December 16, 2008

Media Intelligence w praktyce

300 000 publikacji to suma materiałów, które znalazłyby się w dwudziestu tysiącach wydań miesięcznika PRESS. To bardzo dużo, prawda?!. Właśnie taką liczbę materiałów prasowych przeanalizował zespół PRESS-SERVICE Monitoring Mediów sp. z o. o., przygotowując tegoroczny raport „TOP MARKA”.

Jesteśmy społeczeństwem informacyjnym. Żyjemy w rzeczywistości, w której tworzeniu ogromny udział mają media. I nie tylko, jako komentatorzy i obserwatorzy tego, co się dzieje w otoczeniu, ale również kreatorzy naszych gustów i przekonań. Co ważne, media, choć starają się nas do tego przekonać, wcale nie są przezroczyste. Tylko sama forma, jaką przybierają przekazy medialne, staje się dodatkową informacją, a przecież z publikacji często płynie dodatkowo wiele emocji. Medium is a message, jak stwierdził niegdyś Marshall McLuhan. Środki masowego przekazu mają olbrzymią władzę nad wydarzeniami, których jesteśmy świadkami. Mogą one zniszczyć markę, wstrząsnąć giełdą, wywołać powszechną panikę a nawet wojnę. Tym bardziej okiełznanie i uporządkowanie oceanu terabajtów informacji, które każdego dnia przelewają się przez łącza, jest dziś jednym z priorytetów każdego menedżera i to nie tylko od marketingu czy public relations.
Ale jak mając do czynienia z tysiącami źródeł informacji poznać ten przekaz płynący z mediów? Odpowiedzią jest monitoring mediów oraz raporty medialne - narzędzia od dłuższego czasu znane specjalistom od wizerunku, a teraz popularyzujące się również wśród menedżerów innych dziedzin. Wnioski z takich badań służą nie tylko w tworzeniu efektywnych działań PR-owych (a konkretniej media relations), ale również są niezastąpione w badaniach rynkowych, marketingowym przeglądzie otoczenia i konkurencji, wsparciu w decyzjach zarządczych. Są nieocenione w okolicznościach kryzysu medialnego, kiedy sytuacja wymaga stałego nadzoru, gdy liczy się każda minuta pomiędzy emisją informacji a reakcją przedsiębiorstwa.

Dokonanie szczegółowego przeglądu dziesięciu sektorów rynku jest zadaniem nie tyle pracochłonnym, ile bardzo specyficznym. Analiza wybranych branż na przestrzeni ostatniego roku objęła ponad 300 tysięcy materiałów zawartych w blisko tysiącu tytułów prasowych. Dlatego też obraz wyłaniający się z tego bogactwa, z racji ograniczonej przestrzeni redakcyjnej, jest z konieczności obrazem uogólnionym. Składa się nań olbrzymia liczba tematów, niekiedy kluczowych dla wizerunku spółek, dla perspektyw, czy kierunków, w jakich podąża rynek. Z „wysokości” przedstawionego raportu, która pozwala objąć ostatni rok każdej z branż, być może nie widać każdego elementu medialnej układanki, ale nie oznacza to jednak, że nie uwzględniliśmy w prowadzonym badaniu detali. Każdy z materiałów podlegał szczegółowej analizie, a jego wpływ na całość przekazu został wzięty pod uwagę. Zatem opracowanie, jakie oddajemy do rąk czytelników magazyny PRESS, jest rezultatem bardzo pogłębionych analiz i wyjątkowego szerokiego badania. Jedyne, czego żałuję w tym momencie, to tego, że mając tak ogromną wiedzę zdobytą w trakcie badania, nie możemy się nią podzielić w tym opracowaniu. Niestety, można by było przedstawić to tylko w bardziej szczegółowych analizach poświęconych konkretnym podmiotom czy tematom, grupom potencjalnych odbiorców, w dogłębnym zrelacjonowaniu oblicza medialnych kryzysów, poszczególnych źródeł informacji czy publikacji konkretnych autorów.

W czasach, gdy użytkownicy mediów deklarują, że informacje znajdowane na ich łamach podpowiadają im w decyzjach zakupowych, kształtują ich gusta wyborcze czy wywołują zainteresowanie nowymi dziedzinami, badanie wizerunku prasowego wydaje się nie tylko oczywistością, ale i koniecznością. Mam nadzieję, że w tym kontekście wspólne przedsięwzięcie Redakcji miesięcznika Press i zespołu PRESS-SERVICE stanie się dla Czytelników źródłem wielu ciekawych informacji i wniosków, a także inspiracją do zagłębienia się w niezwykły świat Media Intelligence.

Zapraszam do lektury grudniowego miesięcznika PRESS.

Wednesday, September 17, 2008

Antytrendy z okładek

Amerykańscy inwestorzy żartują sobie z masowych mediów. Wg nich są one świetnym antywskaźnikiem zachowań rynków finansowych. Podobno jest powiedzenie, że "jeśli Bóg chce kogoś zniszczyć, wrzuci go na okładkę BusinessWeek'a". Nawet początkujący inwestorzy wiedzą, że giełda wycenia przyszłość, a fakty z przeszłości są już uwzględnione w bieżących kursach akcji. Prawdziwy biznes nie lubi rozgłosu i medialnego szumu.

Te informacje z rynku inwestorskiego tylko na pozór nie mają wiele wspólnego z media intelligence - moją wizją branży monitoringu mediów. Zakładam, że w mediach są wszelkie informacje jakie potrzebuje biznes (ale nie tylko) do efektywniejszego działania. Analiza tych informacji, pogłębione badanie faktów medialnych, śledzenie trendów daje wartościową wiedzę nie tylko dla specjalistów od public relations, ale także osób z marketingu, badań rynkowych czy zarządu. Szczególnie Ci ostatni potrzebują informacje nawet o najmniejszych, najcichszych sygnałach z otoczenia biznesowego.

Kupuj plotki, sprzedawaj fakty - to dewiza doświadczonych inwestorów i zaawansowanych graczy. Dzięki niej mogą wyprzedzać działania mas szukających szczęścia na giełdzie, ale także dzięki niej podtrzymywać ich zainteresowanie. Teoria efektywnego rynku sugeruje, że zanim jakiś podmiot odnoszący spektakularne sukcesy stanie się na tyle znany, aby trafić na pierwsze strony gazet czy czasopism, inwestorzy zdążą zdyskontować prasowe rewelacje. Niestety, niewielu kieruje się jej wytycznymi. Jak można zauważyć te prawidłowości? Bardzo często, gdy wiadomości o znakomitych wynikach, super fuzji czy wielkim kontrakcie trafią na giełdę, akcje danej spółki będą raczej tanieć (lub pozostawać na dotychczasowym poziomie), natomiast jasne stanie się, czym były spowodowane wzrosty jej walorów na wcześniejszych sesjach.

Przeczytałem ostatnio o badaniu, jakie przeprowadzili profesorowie na amerykańskim Uniwersytecie w Richmond. Prześledzili oni okładki inwestycyjnych magazynów Forbes, Fortune oraz BusinessWeek. Tym bardziej było to dla mnie ciekawe, ponieważ dokonali oni analizy podobnej do takich, jakie wykonujemy w PRESS-SERVICE Monitoring Mediów dla naszych klientów. Naukowcy badali na przestrzeni 20 lat przekazy z okładek pism pod kątem zależności kursów akcji spółek od przedstawienia ich zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym świetle.

Pierwszy wniosek jaki wyciągnęli jest taki, że zdecydowanie przeważały optymistyczne nagłówki. Podobnie zresztą jak w świecie inwestycji maklerzy wydają więcej rekomendacji "kupuj" niż "sprzedaj". Drugi wniosek, to taki, że pozytywnie pisano o spółkach, których akcje w ostatnim czasie mocno drożały, średnio o 42% lepiej niż indeks szerokiego rynku (tamtejszy WIG). W negatywnym świetle przedstawiano te podmioty, których walory nie cieszyły się wzięciem wśród inwestorów, średnio wypadały o ok. 37% gorzej niż rynek. Trzeci wniosek zaś dotyczy potwierdzenia, że masowe media są antywskaźnikiem inwestycyjnym. Patrząc na przyszłość po publikacjach takich pozytywnych informacji o danych spółkach, rok po wydaniu tych pism, akcje tych firm były warte średnio o 4,2% mniej niż indeks szerokiego rynku, natomiast walory wcześniej krytykowanych podmiotów pokonywały benchmark przeciętnie o 12,4%!



Powyższe badanie dowodzi, że inwestorzy mogli bardzo dobrze zarobić podejmując odwrotne decyzje do sugerowanych przez renomowane magazyny.
W żadnym jednak wypadku nie oznacza to, że dziennikarze tych pism byli niekompetentni i nie wymyślali tych nagłówków z okładek, tylko po to, żeby czytelnicy mogli na ich podstawie dobrze (lub o zgrozo, źle) zainwestować. Oczywiście przyczyna jest trywialna, i odnosi się do prawdy, że głównym celem, w każdym biznesie (w wydawniczym także) jest jak najwyższa sprzedaż. Wiadomo, że najlepiej sprzedają są tematy, które są aktualnie "hot", "trendy" czy "jazzy", a gdy takie określenie przylgnie do jakieś spółki czy wydarzenia rynkowego, istnieją duże prawdopodobieństwo, że trend został już zaakceptowany przez większość inwestorów.

źródła: http://www.summit-advisors.com/summit-financial-advisors/2008/2/10/magazine-cover-indicator.html,
PRIVATE BANKING "Anty rekomendacje" - autor: Łukasz Wróbel - analityk

Monday, September 15, 2008

Rewolucja dzieje się dziś!

Fantastyczny materiał podesłał do mnie ostatnio jeden ze współpracowników. To prezentacja nowego e-paper'u firmy PlasticLogic, rewolucyjnego (wg jego producenta) czytnika. Warto go zobaczyć pod tym adresem: http://link.brightcove.com/services/link/bcpid980795693/bctid1778578839


Inny przykład to już europejskie próby wprowadzenia e-paperu. Co ciekawe ta inicjatywa telekomu (France Telecom) jest budowana na współpracy z 5 paryskimi tytułami (Le Monde, Le Parisien, Les Echos, L’Equipe, Télérama). 150 czytelników dostało do testowania urządzenia, które w przyszłości mają zastąpić papierowe wydania gazet.
http://www.orange-innovation.tv/webtv/mode/detail/236/orange-lance-l-experimentation-de-read-go-le-premier-kiosque-a-journaux-mobile-connecte-en-3g/


Od strony technologicznej wszystkie z prezentowanych rozwiązań są zbliżone, czyli czarno-białe czytniki oparte o e-ink, dzięki czemu posiadają wspaniały kontrast i są energooszczędne. Problemem może okazać się cena. E-paper France Telecom wraz z łączem 3G oraz pamięcią 1 Gb to ok. 500 Euro (urządzenia innych producentów, kalkulowane są na podobnym poziomie). Wydaje się, że jest to skuteczna bariera dla masowego rozpowszechnienia tej technologii. Poza tym jeszcze jest kwestia przyzwyczajeń i oczywiście reakcji reklamodawców, którzy mogą nie być zainteresowani umieszczaniem swoich przekazów w takim kanale.

Tak czy inaczej patrząc na kolejną próbę wejścia na ten rynek coraz to nowych graczy (i to dużych graczy) mam wrażenie, że stajemy się świadkami bardzo ważnych dla rynku prasowego zmian, zmian, które jeszcze szybciej niż w przewidywaniach analityków popchną w kierunku e-gazet i nowych mediów elektronicznych.

Thursday, August 14, 2008

Cyberwojna?

Jest czas olimpiady. Wielkiego święta sportu, rywalizacji i pokoju. Jednak zupełnie tego nie czuję. Nie udzielił mi się nastrój sportowego zaangażowania, kibicowania i wiary w polski sukces sportowy. Z pewnością ma na to wpływ, to co dzieje się na pekińskich arenach sportowych. Nasze gwiazdy, zawodnicy, w których zawsze wierzyliśmy, że są w stanie pokazać swój talent zawodzą. Co gorsza zawodzą w brzydkim stylu. Słyszymy jakieś dziwne tłumaczenia, że zawsze jest winny ktoś trzeci…
Ale to nie wszystko. Większe przygnębienie i wpływ na to jak się teraz czuję ma to, co się dzieje na arenach, ale już nie sportowych, lecz bitewnych i politycznych w Gruzji. Sytuacja, którą obserwujemy niestety nie jest taka jednoznaczna. Trudno rozsądzić, kto kogo sprowokował do tej wojny. Niezaprzeczalnym faktem jest na pewno to, że znacznie większych sił i bardziej stanowczo i agresywnie zareagowali Rosjanie, ale do tego poziomu nie można sprowadzać całej dyskusji i oceny tego konfliktu. Nie mnie osądzać jak w rzeczywistości wygląda ten konflikt, tym bardziej, że ta tematyka nie jest przedmiotem tego bloga.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden z elementów, który ma związek z tą wojną, a jednocześnie dotyczy świata mediów. Nie chodzi mi o kształtowanie wizerunku tej wojny przez różne media w tak odmienny sposób, że w oczach ich odbiorców widzimy zupełnie różne twarze tego samego konfliktu – niestety w większości przypadków, Ci odbiorcy nie mogą porównać tych obrazów i samemu zadecydować jaki jest w rzeczywistości. To bardzo szeroki temat idealnie nadający się na prelekcję dotyczącą dywergencji mediów. To co chciałbym zasygnalizować, to fakt na jaki natknąłem się w dzisiejszej Gazecie Wyborczej. W krótkim materiale „Cyber Atak” autor o pseudonimie MK piszę o tym, że już od 20 lipca była prowadzona internetowa wojna w Gruzji. Strony rządowe, prezydenta a nawet Narodowego Banku Gruzji były natarczywie atakowane prawdopodobnie przez rosyjskich hakerów i organizacje (przestępcze). Obecnie te ataki się zdynamizowały i mogą jeszcze bardziej przybierać na sile. Mało tego, nadal działa rosyjska strona stopgeorgia.ru, na której każdy użytkownik może pobrać program potrzebny do blokowania gruzińskich stron. Ten przykład pokazuje, jakie są tendencje w obecnym świecie, świecie komunikacji, mediów i informacji. Może się okazać, że przyszłe konflikty, gdy będziemy jeszcze bardziej uzależnieni od sieci sprowadzą się tylko, albo w większości do działań w Internecie, sieciach komórkowych lub innych komunikacyjnych. Nie będzie potrzeba dział i czołgów, a efekty będą mogły być jeszcze bardziej destrukcyjne i dotkliwe dla tych, którzy będą celem takich ataków. Kto wie, ale za sprawą takich wojen, będą wywoływane większe niż w „tradycyjnych” wojnach napięcia i chaos, a także co bardzo prawdopodobne, śmieć rzeszy ludzi…

Wednesday, July 2, 2008

Przyszłość marketingu internetowego i gier sieciowych

Marketing w sieci jest nadal na topie, a Baby Boomers są najbardziej wpływową grupą demograficzną -wynika z raportu Anderson Analytics.

Firma Anderson Analytics przeprowadziła badania wśród marketingowców na temat głównych trendów w marketingu w 2008 r. Podstawy marketingu, takie jak: zadowolenie klienta, segmentacja, optymalizacja działań oraz lojalność wobec marki są nadal na pierwszym miejscu (60 proc.). Kolejnym trendem na bieżący rok okazuje się być marketing internetowy w wyszukiwarkach (42 proc.) oraz modny w ostatnim czasie "zielony marketing" (32 proc.). Jeżeli chodzi o najważniejsze grupy demograficzne, to nadal przewodzą (86 proc.) "Baby Boomers" - generacja powojennego wyżu demograficznego, najliczniejsza, najzasobniejsza i najbardziej wpływowa oraz kobiety (85 proc.).

Regionem o największych możliwościach marketingowych uznane zostały Chiny (53 proc.), daleko w tyle zostawiając Indie (20 proc.), Europę Wschodnią (10 proc.) i Zachodnią (5 proc.), czy Rosję (2 proc.).

Z innych badań firmy Anderson Analytics wynika, że kolejnym po grach typu "casual" dynamicznie rozwijającym się segmentem rynku będą gry koedukacyjne. Sukces konsoli Nintendo Wii zainspirował producentów elektronicznej rozrywki do eksplorowania nowych obszarów interaktywnej zabawy.
Badania Anderson Consulting prowadzone wśród studentów mówią, że aż 75 procent z nich regularnie korzysta z gier video. 25 proc z badanych gra ze znajomymi przeciwnej płci. Jednocześnie wszyscy badani oczekują nowych produktów, które będą integrowały kobiety i mężczyzn podczas cyber zabawy. Większość przebadanych stwierdziła, że chętnie zagrałaby w gry stworzone specjalnie dla rozgrywek koedukacyjnych.
Raport Anderson Analytics wyszczególnił również pola, dla których tworzenie takich gier byłoby najbardziej sensowne. Zarówno kobiety jak i mężczyźni chętnie grają w gry akcji i strategiczne, w przypadku kobiet jest to odpowiednio 48,8 proc., oraz 39,7 proc., wśród mężczyzn 66,9 proc. oraz 47,2 proc. Tu jednak podobieństwa sie kończą, oprócz wymienionych już kategorii mężczyźni preferują gry sportowe (48 proc.) oraz tak zwane strzelanki (52 proc.), kobiety natomiast wybierają puzzle (55,3 proc.), gry rodzinne (45,9 proc.) i muzyczne (32,5 proc.). Przeciętny gracz spędza przed komputerem grając 6 godzin tygodniowo, pomimo rosnącego trendu gry nie pokonały jeszcze telewizji, przed która statystyczny student spędza 9 godzin w tygodniu.

Źródła: http://www.andersonanalytics.com/; http://www.ipo.pl/

Tuesday, July 1, 2008

Internet dystansuje telewizję

Niedawne badania przeprowadzone przez Harris Interactive oraz firmę badawczą Fleishman-Hillard potwierdzają tendencje, o których już kilkakrotnie pisałem. Wg badania Digital Influence Index informacje czytane w Internecie przez konsumentów z Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji niemal w dwa razy większym stopniu wpływają na decyzje zakupowe tych osób niż informacje oglądane w telewizji.
Tym samym Internet ugruntowuje się na pozycji lidera, jako najbardziej wpływowe medium i najważniejszą formę komunikacji w życiu europejczyków.

Ciekawe są szczegółowe dane wynikające z tego badania. Wskazania na Internet jako najbardziej istotne medium z punktu widzenia tworzenia opinii konsumenckich miały bardzo zbliżoną wartość we wszystkich z badanych krajów (w Wielkiej Brytanii – 44%, Niemczech – 45%, Francji 46%) i stanowiły blisko dwukrotnie większą liczbę niż w przypadku TV oraz ośmiokrotnie w stosunku do prasy.
Dodatkowo 66% spośród ankietowanych Brytyjczyków przyznało, że Internet pomaga im podejmować trafne decyzje. Co ciekawe, jedynie 28% z nich ufa informacjom dostarczanym przez producentów (w przypadku Niemieców odsetek ten wynosi odpowiednio 71 i 32%, a Francuzów 50 i 28%). To z pewnością ważna dana zarówno dla przedsiębiorców jak i serwisów internetowych w dobie wszechobecnych materiałów sponsorowanych, komunikatów czy przekopiowywanych informacji piarowych.
Badania Digital Influence Index dostarczyły jeszcze inne bardzo interesujące informacje. Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt, że badane osoby najczęściej poszukują opinii o produktach w serwisach społecznościowych oraz na stronach z opiniami internautów. To potwierdza, często pomniejszaną przez polskie firmy rolę forów i grup dyskusyjnych w kształtowaniu decyzji zakupowych, ale także budowie wizerunku marek. Uzupełnieniem tych danych jest informacja o tym, że ponad 80% respondentów w sieci porównuje ceny poszukiwanych produktów, 75% zarządza swoim kontem bankowym przez Internet, a ponad 66% respondentów pozyskuje z Internetu informacje dotyczące bieżących wydarzeń.

Wednesday, June 18, 2008

Walka na informacje

Już ponad tydzień możemy cieszyć nowym kanałem Polsatu - Polsat News. Poznałem najnowsze dane podane przez TNS OBOP dotyczące nowej stacji. Po pierwszym tygodniu emisji osiągnięto 0,15% udziału w rynku i oglądalność na poziomie 586 tys. osób.
Pytanie brzmi czy to dużo czy mało? Wydaje się, że ponad pół miliona widzów to niezły wynik, ale jednak znacząco odbiega on rezultatów z pierwszych tygodni emisji konkurentów Polsat News. TNS przypomniał, że TVN 24 w pierwszym tygodniu emisji osiągnął 2,6% (w innych źródłach widziałem wartości w okolicach 1%) a TVP Info aż 4,3% udział w rynku TV. To wielokrotnie więcej...
Oczywiście nie można w tym miejscu bagatelizować zupełnie innych warunków startu tych porównywanych kanałów. TVN 24 był pierwszy, świeży, nowy, nie miał konkurencji w swojej działce rynkowej. W dodatku na jego obecny sukces z pewnością miały wpływ również wydarzenia z 11 wrześnie 2001, które wręcz przykuwały widzów do ekranów z bieżącymi relacjami z tej katastrofy. W tym czasie TVN zdecydował się w swoim paśmie puścić program TVN 24, co z pewnością przełożyło się na promocję nowego przedsięwzięcia Grupy ITI. Z kolei TVP Info weszło na rynek na "plecach" TVP3 co znacząco ułatwiło start nowego/starego kanału.
A jak wyglądają wyniki w stosunku do celów, jakie postawił sobie zarząd Polsatu. Wg informacji jakie słyszałem przy starcie kanału, oczekiwania w stosunku do niego określane były na poziomie 0,5-0,7% udziału w rynku po pierwszym roku nadawania i 1-1,5% po trzech latach. Patrząc na te dane można dojść do wniosku, że start już jest dużym sukcesem, a cel roczny zrealizowano w ok. 30%. Jednak wbrew pozorom osiągnięcie kolejnych 70% będzie na pewno ciężką walką.
Przed nowym kanałem jeszcze dużo pracy i to nie tylko technicznej i merytorycznej, ale również związanej z promocją oraz zdobywaniem partnerów w sieciach kablowych i platformach TV. Warto życzyć powodzenia Polsat News, bo jego sukces to lepsza oferta dla widza i wyższa jakość programów konkurencji.

Wednesday, January 23, 2008

Wpływ informacji w internecie na decyzje zakupowe

Trafiłem ostatnio na kolejną informację dotyczącą znaczenia informacji w internecie i jej wpływu na decyzje zakupowe. Tym razem są to badania przeprowadzone na rynku polskim. Jak wynika z badania zrealizowanego przez firmę Gemius na potrzeby konferencji 2nd Interactive Marketing Meeting największy wpływ na decyzję mają komentarze na aukcjach oraz opinie w sklepach internetowych.
82 proc. internautów spotkało się z opiniami innych użytkowników na temat marek, produktów i usług, które kupili lub o których słyszeli. Głównym źródłem tych informacji są opinie na aukcjach i w sklepach internetowych wyprzedzając porównywarki cen i pozostawiając w tyle fora i listy dyskusyjne, portale społecznościowe czy blogi. O roli tych informacji w procesie zakupowym stanowi fakt, że 67 proc. internautów trafia na opinie na temat produktów w momencie planowania zakupu. Ponad połowa z nich uznała, że informacje te są pomocne w podjęciu decyzji zakupowej.
Powyższe dane pokazują, że wpływ informacji internetowych na decyzje konsumentów jest coraz większy - już większy niż w przypadku innych mediów.